poniedziałek, 5 marca 2018

Fragment książki "The Maze Runner Files" autorstwa Jamesa Dashnera.










Minho, Faza 3. Prób

Minęły trzy dni odkąd przylecieli na Górolotach z Pogorzeliska, a Minho był o krok od szaleństwa. Trzymali go w małym pokoju z mnóstwem jedzenia i absolutnie niczym do robienia. Liczenie linii na tapecie i wyobrażanie sobie twarzy w skomplikowanych wzorach na suficie już mu się znudziło. I nie słyszał nic na temat Thomasa czy reszty swoich przyjaciół.

Rano, czwartego dnia, w drzwiach stanął Szczurowaty z dwoma uzbrojonymi strażnikami.

- Za mną - powiedział.

- Żadnych uścisków czy całusów? - zapytał Minho. - Tęskniłem za twoją szpetną twarzą.

- Za mną albo zaczną strzelać. - Jego surowy wyraz twarzy pozostał nieporuszony.

Minho westchnął i zrobił co mu kazano. Nie był dziś w nastroju do bycia postrzelonym. I jeśli miał być szczery wszystko było lepsze od siedzenia w tym pokoju choćby sekundę dłużej.

Minho podążył za Szczurowatym długim korytarzem, a potem do małego pomieszczenia, w którym znajdowało się kilka oznaczonych drzwi.

- Jesteś w pokoju numer osiem - oznajmił Szczurowaty. Wskazał drzwi oznaczone #8.

Stali w ciszy, aż Minho zapytał - Oh, naprawdę? I co mam tam robić?

- Prosty test - odpowiedział Szczurowaty. - Nic podobnego do poprzednich Prób, zapewniam cię. Twój jest prawdopodobnie najprostszy ze wszystkich testów, które stworzyliśmy i myślę, że najkrótszy. Zostanie ci zadane jedno pytanie, tylko jedno, a twoją odpowiedzią będzie tylko jedno słowo. Brzmi wystarczająco prosto?

Brzmiało zbyt prosto. - Naprawdę myślisz, że mógłbym kiedykolwiek ci zaufać?

- Słucham? - zapytał Szczurowaty.

Minho potrząsnął głową. - Przysięgam, że jeśli zrobisz coś jeszcze mnie albo moim przyjaciołom nie przestanę z wami walczyć dopóki nie umrę.

Na twarzy mężczyzny pojawił się uśmiech, co rozwścieczyło Minho jeszcze bardziej.

- Daję ci słowo, że twoja odpowiedź zadecyduje co się stanie. Od tego momentu wszystko jest dobrowolne. Próby zostały zakończone.

Minho niemal trząsł się ze wściekłości. Wiedział, że nie ma wyboru, musi zrobić to co mu kazano i to doprowadało go do szaleństwa.

- Jesteś gotowy? - zapytał Szczurowaty.

Minho podszedł do drzwi oznaczonych ósemką i otworzył je. Był zaskoczony - nie było tam żadnego wymyślnego wyposażenia, skomplikowanych urządzeń. Był to po prostu mały pokój o beżowych ścianach z pojedynczym, drewnianym krzesłem pośrodku podłogi z brązowych kafelków. Na przeciwległej ścianie wisiała tablica, a obok niej stał wysoki mężczyzna ubrany w zielony kombinezon i biały labolatoryjny kitel. Miał idealnie zaczesane czarne włosy i najgorsze wąsy, jakie Minho kiedykolwiek widział.

- Witaj - powiedział mężczyzna. - Nazywam się Lincoln. Usiądź, proszę, twarzą do mnie.

Ciekawość wzieła górę. Minho usiadł na krześle, nie wiedząc co zrobić z rękami, aż w końcu ułożył je na kolanach.

- Teraz obserwuj, proszę - powiedział Lincoln zimnym, bezbarwnym tonem.

Odwrócił się i zaczął pisać palcem na lewym górnym rogu tablicy, jego dotyk tworzył na jej powierzchni jasnoczerwone linie.

Pierwszym słowem, które zapisał Lincoln było Newt. Potem kilka cali niżej napisał Thomas.

Jeszcze niżej dodał Frypan, a pod nim Aris. Przeszedł na drugą stronę i zapisał Harriet w górnym rogu. Niżej Sonya. Potem Teresa. Następnie, ku zaskoczeniu Minho, Brenda.

Kiedy Lincoln skończył na tablicy widniało osiem imion, zapisanych na czerwono, w równych odstępach. Ponownie odwrócił się do Minho.

- Potwierdzasz, że znasz te jednostki? - zapytał Lincoln.

Minho przewrócił oczami. - Tak, geniuszu, znam ich. Szczur powiedział, że zadasz mi tylko jedno pytanie. Czy to właśnie to?

- Właściwy test jeszcze się nie zaczął. To nazywamy wprowadzeniem. Odpowiedz, proszę, na wstępne pytanie i zaczniemy test. Czy znasz...

- Tak! - krzyknął Minho. - Znam ich. Co teraz?

Lincoln pozostał niewzruszony. - Dziękuję za potwierdzenie - odpowiedział spokojnie.

Rzucił spojrzenie w kierunku jednego z rogów przy suficie; Minho odwrócił się, by zobaczyć na co patrzył mężczyzna. Do ściany przymocowany był Żukolec; jego czerwone światło było nie do przeoczenia.

Minho był w stanie dojrzeć na nim znajome oznaczenie DRESZCZu. Zalały go wspomnienia z Labiryntu i odwrócił się z powrotem w stronę Lincolna.

Oczywiście, że wszystko obserwowali. Ale czy naprawdę musieli używać Żukolców? Nie widział żadnego od ucieczki z Labiryntu.

- Dobrze, jesteśmy gotowi, by zacząć - powiedział głośno Lincoln. Jego uwaga ponownie była skupiona całkowicie na Minho.

- Tak jak ci powiedziano, zadam ci jedno i tylko jedno pytanie. Twoja odpowiedź powinna się ograniczyć do jednego słowa. Przedstawię pytanie za dziesięć sekund, jeśli jesteś gotowy.

Minho zaśmiał się, by pokazać jak absurdalna była ta sytuacja, po czym przytaknął. Był gotowy.

Kiedy wyznaczony czas upłynął Lincoln przemówił poważnym tonem, który pokazywał, że miał na myśli każde słowo. - Nasi lekarze zdecydowali, że musimy przeprowadzić sekcję mózgów tych obiektów dla bardziej dogłębnej analizy. Ale pozwolimy ci uratować jedno z nich. Kogo wybierasz do ocalenia? To twoje pytanie.

***

Minęło pięć minut. Minho siedział  w ciszy. To nie mogło być prawdą. DRESZCZ naprawdę chciał pociąć mózgi jego przyjaciół?

- Minho - odezwał się Lincoln. - Musisz odpowiedzieć na pytanie, ale możesz się nad nim dłużej zastanowić, jeśli tego potrzebujesz. Wiem, że musi to być trudne.

- Nie odpowiem na wasze głupie pytanie - powiedział Minho, zaskoczony jadem, który wkradł się do każdego słowa.

- To nie jest zabawa. Osoby z z tej listy zostały wykorzystane w największym stopniu i jedyna pozostała wartość to przeanalizowanie ich fizycznie. Twoi przyjaciele będą mieli zaszczyć ofiarowania swoich żyć dla najszlachetniejszej sprawy, jaką kiedykolwiek znała ludzkość.

Minho nie odpowiedział.

Lincoln nie ustępował. - Bądź wdzięczny, że Psychowie zdecydowali, aby ta Próba była korzystna. Uratujesz chociaż jedną z osób, na których ci zależy.

Minho oderwał wzrok od mężczyzny i spojrzał na swoje dłonie. Zorientował się, że mocno zaciska je na krześle. Pociemniało mu przed oczami, krew uderzyła mu do głowy - prawie tak, jakby mógł usłyszeć jak płynie przez jego żyły i do jego serca. Odkąd trafił do Labiryntu wiele razy czuł wściekłość, ale nigdy aż tak. Nigdy.

- Jak dużo czasu...

- Nie potrzebuję czasu! - krzyknął Minho, nim mężczyzna miał szansę dokończyć. - Odmawiam odpowiedzi! Jeśli chociaż ich dotkniecie, przysięgam...

- Obawiam się, że nie masz wyboru. - Głos Lincolna był stanowczy i wydawał się niewzruszony. - Czasy są ciężkie i musimy dokończyć ten projekt. Potrzebujemy tych mózgów do analizy.

- Nie pozwolę wam na to - powiedział Minho, nagle spokojny. - Jeśli choć jednemu z nich coś się stanie, to koniec. Spróbujcie ze mną, zróbcie tyle testów ile potrzebujecie, ale zostawcie ich.

- Nie ma takiej możliwości, Minho. Przykro mi. Musisz podjąć decyzję. I jesteśmy gotowi podjąć wszystkie konieczne działania, aby... przekonać cię do kontynuowania współpracy.

- Co to ma znaczyć?

Lincoln zacisnął szczękę. - To co słyszałeś. A teraz które imię wybierasz?

- Wybieram wszystkie - odpowiedział Minho.

- Możesz wybrać tylko jedno.

- Wszystkie z nich.

- Tylko i wyłącznie jedno.

- Wszystkie.

Lincoln zrobił krok naprzód. - Zapytam ostatni raz zanim podejmę dalsze środku. Którego ze swoich przyjaciół chcesz uratować?

- Każdego z nich.

Lincoln ruszył do przodu i złapał Minho za koszulę, podnosząc go na nogi. - Wybieraj, teraz!

Minho był przerażony, ale to zignorował. - Wszystkich!

Lincoln uniósł prawą rękę i uderzył Minho pięścią w twarz. Przeszył go ból, kiedy upadł na podłogę. Światła zdawały się migać na brązowych kafelkach zaledwie kilka cali od jego oczu. Lincoln złapał go i znów podniósł, odwracając twarzą w swoją stronę. Jego siła była absurdalna; Minho nie miał szans.

- Które imię wybierasz? - zapytał Lincoln.

Minho poczuł krew, ale nie zamierzał się poddawać. - Nie wybiorę! - splunął w twarz Lincolna.

Mężczyzna nawet nie drgnął; uderzył Minho ponownie, ale przytrzymał go, by tym razem nie upadł.

Kolejna eksplozja bólu, więcej świateł.

- Minho - powiedział Lincoln ze spokojem. - Które imię wybierasz?

- Nie wybiorę - odparł Minho.

Lincoln uderzył go w drugi policzek. Jeszcze raz. Potem znowu.

- Wybierz - powiedział Lincoln między ciężkimi oddechami. - Które imię wybierasz?

Minho nie rozumiał tego, nie mógł pojąć jak to mogło być konieczne. Zdezorientowanie jeszcze bardziej go rozwścieczyło i podsyciło jego upór.

- Wszystkie - powiedział, zawstydzony tym jak brzmiał, nieomal jęknął.

- Możemy robić to cały dzień - oznajmił Lincoln. - Nie wyjdziemy stąd i nie przestanę dopóki nie udzielisz odpowiedzi. Wszystko co musisz zrobić to powiedzieć jedno imię. Po prostu to powiedz! Powiedz które! Powiedz!

- Wszystkie, pikolony krótasie. - Minho uśmiechnął się.

Przez twarz Lincolna przebiegł cień zaskoczenia, ale zniknął niemal tak szybko, jak się pojawił. Odsunął się, wygładając ubranie.

- Próba została zakończona - powiedział mężczyzna. - Możesz iść.

Oszołomiony, Minho nie był w stanie wykrztusić ani słowa kiedy strażnicy weszli do pomieszczenia, by zabrać go z powrotem do jego pokoju.



_____________________________________________________________________

Jeśli ktoś ma sugestie odnośnie poprawek tłumaczenia, chętnie wysłucham, zdaję sobie sprawę z jego jakości. ✌😛